Szpital

 Byłam w szpitalu, jeden dzień, drobny zabieg ginekologiczny. Ciekawe, mimo braku zagrożenia życia, znieczuleniu tylko miejscowym poczułam, po raz kolejny, że nie jestem nieśmiertelna. A to coś, co mi wyrosło w szyjce macicy pokazało mi, że jestem już też trochę zepsuta, że wszystkie destrukcyjne procesy tego świata dotyczą również mojego organizmu. No i wiadomo wszyscy umrzemy i takie dni. Takie życie, właśnie takie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Ćwiczenia z ciemności"

Swirszczyńska jest mocą

"Oida" Marty Michalak, kryzys psychiczny i "Bila voda" Kateriny Tuckovej