Smutek vulgaris

 Wczoraj byłam na zakupach w minimarkecie i znowu poczułam smutek, o przyczynach którego pisałam w poprzednim poście. Sklep był dość pusty, pojedyncze osoby spacerowały między alejami, nie było kolejki do jedynej otwarte kasy, za przeszkloną ścianą widać było ogromny parking samochodowy przylegający do salonu samochodowego. Zwykła kostka baumana i gdzieniegdzie zalegające bryły zmrożonego śniegu. Było koło szesnastej, jeszcze się nie zmierzchało, jest już przecież luty. Smutno mi się zrobiło, patrząc przez szybę, taki niczyj był ten widok, do nikogo nie należy, nikt o niego nie dba, nie podziwia, nie zamyśla się zatrzymując wzrok na jakimś jego elemencie, nie wywołuje emocji, nie prowokuje myśli. Wszyscy tylko przechodzą obok niego, nawet nie omiatają go wzrokiem, zazwyczaj jeszcze się spieszą, widok za oknem jest sierotą. Zasmucają mnie wszystkie rzeczy i miejsca, które do nikogo nie należą i na których nikomu nie zależy. Miejsca i rzeczą muszą mieć kogoś, kto będzie o nie dbał, kto będzie z nich korzystał, w nich przebywał, inaczej stają się nieszczęśliwe. Jestem tego pewna. Ale nie tak łatwo znaleźć kogoś, kto pokocha i otoczy opieką długaśny korytarz w 10 piętrowym bloku, klatkę schodową starej kamienicy, porzuconą pod śmietnikiem marną draceną, kto będzie chciał zrobić sobie piknik pod słabo wyrośniętymi drzewami w parku. Bywa i tak, że przyroda porzucona również mnie smuci, ale zdecydowanie rzadziej niż osamotnione artefakty. Właściwie już wiem, smucą mnie tylko te elementy natury, które zostały wrzucone w ludzi świat, są parkiem w mieście, rabatką pod blokiem, jedynym drzewem na placu miasta, nikt ich nie widzi, nie dostrzega, nie podziwia, nie zatrzymuje na nich wzroku. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was też tak ma?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Swirszczyńska jest mocą

"Oida" Marty Michalak, kryzys psychiczny i "Bila voda" Kateriny Tuckovej

"Ćwiczenia z ciemności"