Posty

Czytajcie Nine Lykke

Obraz
Deszczowy ten czerwiec. Podoba mi się jego zapach, smak i temperatura. Spacery dodają mi sił witalnych, wdycham to orzeźwiające powietrze jakbym łykała garść suplementów niezbędnych w kapitalistycznym świecie. Ciągle myślę o tym, żeby być na zewnętrz, w lesie, na polnej drodze, w górach i chodzić, bardzo dużo chodzić. Tak trudno mi się skupić na pracy zawodowej. Chcę czuć te żyjącą przyrodę, słyszeć rozśpiewane ptaki i razem z roślinami czekać na deszcz. Uwielbiam przyglądać się zieleni zaraz po intensywnych opadach, mam wrażenie, że ona się bardzo cieszy, jest w euforii i wtedy kiedy jej się uważnie przyglądam, zaraża mnie nią i ja też mogę chociaż na chwilę poczuć rozpierającą mnie radość.  Lubię też obserwować ołowiane letnie chmury, tańczące na ich tle błyskawice. Dźwięk czerwcowego pioruna budzi we mnie wspomnienia dzieciństwa. Bezpiecznego rodzinnego domu, który był wtedy wymarzonym schronieniem w czasie deszczowej nawałnicy. Tak, zdecydowanie ten miesiąc koi moje nerwy i daj...

Rozszalałe poszukiwania Bezdzietnicy. Gdzie szukać wsparcia żyjąc bez dzieci?

Obraz
  Czy tylko ja jestem ostatnimi czasy taka zmęczona? Bardzo nuży mnie rutyna i codzienność. Kiedyś prawie niezmienny plan dnia był dla mnie bezpieczeństwem a niejednokrotnie kołem ratunkowym, z którego korzystałam, kiedy czułam, że sobie nie radzę. Teraz zagłuszam moje potwory ciągłym przemieszczaniem się: na rowerze, pieszo i ćwiczeniami. Ulgę i jakąś chwilową radość przynosi mi poznawanie i odkrywanie nowych miejsc, nie tylko tych realnych, ale również tych zawieszonych między światami. W ten weekend spacerowałam po Warszawie, snułam się po dość obcym dla mnie mieście. Było mi dobrze, czerpałam energię z miejsc, ludzi i swoich myśli. Przestrzeń w mojej głowie uległa powiększeniu dzięki wizycie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Zobaczyłam dwie wystawy Marii Jaremy „Pęknięty modernizm” i Julii Mehretu „Wariacje Duchologiczne”. Spodobała mi się idea Mehretu :miasta istniejącego jako chaosu nakładających się na siebie warstw- czasu, wydarzeń, ludzi. Duchologiczna koncepcja przenikani...

Game over dla bezdzietnic

  Może czuję, że skoro kończę 40 lat i nie mam dzieci to wypadam z gry? Game over. Koniec, nie przeszłaś kolejnego poziomu, przegrałaś. Bez dzieci nie możesz grać dalej, następne levele są dostępne tylko dla dzieciatych.  No to,  co ja mam dalej robić, co mam ze sobą począć? Pewnie powinnam zagrać w inną grę, ale nie wiem gdzie mogę ją znaleźć. Wydaje mi się, że wszyscy grają tylko w te jedną albo że ta druga jest gorsza, jakaś wybrakowana. Ci, którzy w nią grają to przegrywy. Każdy ich tak postrzega, nie każdy zapyta: "a dlaczego, a co nie mogłaś? nie chciałaś? chora jesteś?", bo wiadomo żyjemy w czasach poprawności wszelakiej, ale na pewno każdy coś pomyśli. I mi to już wystarczy, że pomyśli, bo ja nie chcę, żeby ludzie o mnie myśleli, żeby przechodziły przez ich głowę jakiekolwiek myśli na mój temat. Wstydzę się, boję, kurczę się w sobie i garbię. Czasami chciałabym być zupełnie przezroczysta, nie znikać zupełnie, ale  obserwować i nie móc być widzialną. To moje m...

40 letnia bezdzietna baba

 Jestem prawie 40 letnią babą. Boli mnie kręgosłup, ostatnio doszły do tego jeszcze bliżej niezdiagnozowane problemy neurologiczne z ręką i nogą. Nie mogę jeździć na rowerze, powinnam ograniczyć aktywność fizyczną. Płaczę, pisząc te słowa. Dzisiaj niedziela, dziwny dzień w tygodniu,  w który często nie wiem co ze sobą zrobić. Zazwyczaj poświęcam ją jakiejś aktywności fizycznej, rower, góry, długie górskie wędrówki. Siedzę w domu, K. pojechał na rower, chyba znowu się posprzeczaliśmy. Myślałam, że dzień w samotności dobrze mi zrobi, ale jest już po 14, a ja nie umiem sobie znaleźć miejsca, trochę poczytałam, bylejak poodkurzałam i czuję, że zaraz zwariuję.  Na dworze jest gorąco, nudzi mi się, jednocześnie na niczym nie potrafię się skoncentrować. Mam milion myśli w głowie, milion pomysłów, ale nie mam sił na realizację żadnego z nich. Może odpocznę? Ostatnio czułam się totalnie wyczerpana fizycznie i psychicznie. Odczuwam totalny bezsens istnienia, właściwie nic nie przyn...

Smutek vulgaris

 Wczoraj byłam na zakupach w minimarkecie i znowu poczułam smutek, o przyczynach którego pisałam w poprzednim poście. Sklep był dość pusty, pojedyncze osoby spacerowały między alejami, nie było kolejki do jedynej otwarte kasy, za przeszkloną ścianą widać było ogromny parking samochodowy przylegający do salonu samochodowego. Zwykła kostka baumana i gdzieniegdzie zalegające bryły zmrożonego śniegu. Było koło szesnastej, jeszcze się nie zmierzchało, jest już przecież luty. Smutno mi się zrobiło, patrząc przez szybę, taki niczyj był ten widok, do nikogo nie należy, nikt o niego nie dba, nie podziwia, nie zamyśla się zatrzymując wzrok na jakimś jego elemencie, nie wywołuje emocji, nie prowokuje myśli. Wszyscy tylko przechodzą obok niego, nawet nie omiatają go wzrokiem, zazwyczaj jeszcze się spieszą, widok za oknem jest sierotą. Zasmucają mnie wszystkie rzeczy i miejsca, które do nikogo nie należą i na których nikomu nie zależy. Miejsca i rzeczą muszą mieć kogoś, kto będzie o nie dbał, k...

Indonezyjskie smutki

Obraz
  Znacie taki rodzaj smutku, kiedy chce Wam się płakać na widok nieoświetlonej ulicy, smutnej, bo pustej i do nikogo na stałe nienależącej półeczki w hotelowej łazience, ciemnego kąta pokoju, bezpańskiego ręcznika plażowego? No właśnie tak teraz mam. Mam tak od czasu do czasu i teraz znowu mnie dopadło. Chociaż starałam się przed tym uciec, bardzo daleko, tysiące kilometrów od szarzyzny i nostalgii końca polskiego grudnia. Jestem na egzotycznych, rajskich wyspach i i tak to czuję. Jakoś smutno, czasami nawet do ścisku w gardle. Jestem z K., ale czuję się taka samotna. Nie z jego winy, to moja dusza o coś woła, czegoś chce. Nie wiem czego chce albo staram się to zagłuszać gapieniem się w ekrany i piciem soków owocowych. Tyle ludzi wokół mnie, a czuję się tak, jakbym była sama jedna. Tęsknię za dziecięcą, dla mnie prawdziwą, radością i nieskończoną ciekawością świata. Kryzys wieku średniego? Za 5,5 h godziny znajdę się w 40 roku życia. Przed chwilą się pomyliłam i napisałam: 49. No c...

Grudzień srudzień

 Grudzień to czas, w którym bardzo dużo myślę o śmierci. W żadnym innym miesiącu nie zdarza mi się to z taką częstotliwością. Jestem przygnębiona, nostalgiczna i smutna. Pomaga mi tylko pies i książki. Coraz częściej wydaje mi się, że nie potrzebuję w swoim życiu ludzi. Lubię być sama, to znaczy z pieskiem, książką i spacerem.  Jestem rozdrażniona, ciągle wściekła, przygnębiona albo zgorzkniała. Dodatkowo, ciągle robię siku i nie znam przyczyny tego stanu rzeczy. Odwiedzam lekarzy, którzy nie za bardzo potrafią mi pomóc. Z tego powodu dużo czasu spędzam w Internecie na rozmowach z AI i szukaniu rozwiązania. Czuję, że uzależniam się od zadawania pytań sztucznej inteligencji i od aplikacji mojego zdrowotnego ubezpieczyciela - cały czas umawiam nowe wizyty albo teleporady. To wywołuje we mnie złość na samą siebie, nazywam siebie głupią idiotką, nieudałotą ( obelga usłyszane w serialu "Boża Podszewka") i kretynką. Słabe, okropne, wiem. W ogóle przestaje ostatnio wierzyć w siebie,...