Rozszalałe poszukiwania Bezdzietnicy. Gdzie szukać wsparcia żyjąc bez dzieci?

 

Czy tylko ja jestem ostatnimi czasy taka zmęczona? Bardzo nuży mnie rutyna i codzienność. Kiedyś prawie niezmienny plan dnia był dla mnie bezpieczeństwem a niejednokrotnie kołem ratunkowym, z którego korzystałam, kiedy czułam, że sobie nie radzę. Teraz zagłuszam moje potwory ciągłym przemieszczaniem się: na rowerze, pieszo i ćwiczeniami. Ulgę i jakąś chwilową radość przynosi mi poznawanie i odkrywanie nowych miejsc, nie tylko tych realnych, ale również tych zawieszonych między światami. W ten weekend spacerowałam po Warszawie, snułam się po dość obcym dla mnie mieście. Było mi dobrze, czerpałam energię z miejsc, ludzi i swoich myśli. Przestrzeń w mojej głowie uległa powiększeniu dzięki wizycie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Zobaczyłam dwie wystawy Marii Jaremy „Pęknięty modernizm” i Julii Mehretu „Wariacje Duchologiczne”. Spodobała mi się idea Mehretu :miasta istniejącego jako chaosu nakładających się na siebie warstw- czasu, wydarzeń, ludzi. Duchologiczna koncepcja przenikania do współczesności tego, co było jest dla mnie baśniowa i zarazem magiczna. Tak dużo myślę o moich przodkach, odkrywam korzenie swojej rodziny- nowe osoby i nowe miejsca na mapie Europy. Ciągnie mnie też na cmentarze i do miejsc pamięci. Pierwszy raz odwiedziłam Wojskowe Powązki, potrzebowałam stanąć przy grobie Zośki, Rudego i małżeństwa Baczyński. Niedawno skończyłam czytać książki „ Zośka i Rudy. O miłości przyjaźni i Polsce” Kornelii Sobczak ( Krytyka Polityczna) i” Szklane ptaki. Opowieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego” Katarzyny Zyskowskiej ( Znak Literanova). Planowałam wizytę w Żydowskim Instytucie Historycznym, niedawno pochłonął mnie reportaż „Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci „Marty Grzywacz ( Wydawnictwo Czarne). Zamknięta w metalowych skrzyniach i bańkach na mleko tragiczna przeszłość warszawskich Żydów.

Zawsze mi się wydawało, że zmarłymi i wspominaniem tego co było zajmują się głównie ludzie u schyłku życia. Hm, czy ja jestem u schyłku życia? Nie wiem, ale wciąż szukam czegoś, co pozwoli mi się jakoś tu zakotwiczyć, poczuć coś twardego pod stopami i za plecami. Póki co, czuję jakbym stąpała po chybotliwym sznurkowym moście, zawieszonym nad przepaścią. Czy dziecko pomogłoby mi się uziemić? Czy raczej razem wylądowalibyśmy nad przepaścią? Męczę się, dlatego próbują cały czas zając czymś myśli ( muzea, książki) i ciało ( ruch, ciągły ruch!). Używam ciała, intelektu i wyobraźni. To mnie na chwile wyczerpuje i daje poczucie namiastki życiowego spełnienia, pozwala na chwilę oddechu zanim znowu przyjdą czarne myśli i smutek. Nie chce mi się ciągle uciekać i zagłuszać, może właśnie to jest przyczyną mojego wyczerpania? Teraz nie umiem inaczej zapanować nad bolesną gonitwą myśli i emocjami, które wprowadzają mnie w stan rozpadu. Tak dużo i często się wzruszam, czasami nawet głośno płaczę z rozpaczy.

Czasami zwracam się w myślach do mojego dziadkach i pradziadka, proszę ich o to, żeby byli przy mnie blisko, żebym mogła poczuć, że są obok mnie. Wiem, że oni już wszystko wiedzą, znają odpowiedzi na trapiące mnie pytania, moją przyszłość. Dlaczego akurat do nich się zwracam? Właśnie z nimi czuję jakąś międzyczasową więź. Czasami za nimi tęsknię, chciałabym, żeby mnie poznali, przytulili, uśmiechnęli się i popatrzyli na mnie dobrotliwym wzorkiem.

Muszę koniecznie więcej poczytać o Duchologii Derridy.

Na zdjęciach panorama Warszawy i fragment z wystawy Jaremy „Pęknięty modernizm” ( Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie).

Na trzecim zdjęciu nagrobek Baczyńskich. W momencie tragicznej śmierci Barbara była w ciąży, na cmentarnym pomniku nie znajduje się najmniejszy ślad tego nienarodzonego jeszcze istnienia. Dlaczego?












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Obsesja liczenia

"Oida" Marty Michalak, kryzys psychiczny i "Bila voda" Kateriny Tuckovej

Swirszczyńska jest mocą